Aktualności, Polecamy, Świdnica

„Mówią, że Pani jest taka ludzka…”

Wieczorami jeszcze czyta i analizuje dokumenty. Po objęciu funkcji prezydenta miasta musiała zrezygnować z wielu rzeczy. – Bywają dni, kiedy jestem zmęczona, tak najzwyczajniej, po ludzku i nagle pojawia się sympatyczny wpis na facebooku, że ktoś coś dostrzegł, pochwalił. To motywuje i dodaje sił – mówi Beata Moskal – Słaniewska, prezydent Świdnicy.

slaniewska

– Spotykamy się dzisiaj „po drugiej stronie stołu”. Nie tam, gdzie siedzą radni, ale władza wykonawcza. Mija rok, a więc czas podsumowań. To było 12 miesięcy ciężkiej pracy, trudnych zadań i wielkich wyzwań?

– I ciężka praca, i wielkie wyzwania. Kiedy widzi się jednak ich efekty odczuwa się dużą satysfakcję. To chociażby realizacja inwestycji – zarówno tych, które udało się już zrealizować, jak i tych, które będziemy robić już wkrótce. To też reakcja ludzi, którzy dostrzegają i doceniają naszą pracę. Jest to dla mnie pewnego rodzaju ładunek dobrej energii, który daje siłę i powoduje, że chce się działać jeszcze więcej. Nie licząc dni czy godzin.

– Czyli całą dobę?

– Oczywiście nie dosłownie (śmiech). Jestem „sową”, więc wieczorami jeszcze czytam, analizuję dokumenty, douczam się, natomiast pracę zaczynam trochę później, około 8.30. To po to, żeby rzeczywiście, do 20.30, a nierzadko jeszcze dłużej, móc być skoncentrowana i wykonywać wszystkie obowiązki. Także te reprezentacyjne, które też są bardzo ważne.

– Z czego Beata Moskal-Słaniewska musiała zatem zrezygnować?

– Na pewno z czasu dla siebie samej. Nie chodzę do fitness clubu jak kiedyś, rzadziej chodzę do kina. Najbardziej ubolewam nad tym, że mam mniej czasu dla rodziny. Ta praca wymusza jeszcze większą dyscyplinę, więc jeśli już ten czas się pojawia, staram się go zagospodarować jak najlepiej. Tak, aby samej skorzystać, chociażby idąc pobiegać czy ćwicząc, a przede wszystkim wykorzystać go dla męża i dzieci. Wtedy urządzamy sobie wyprawę do teatru, kina czy do bliskich znajomych. Nie ma tak zwanych pustych godzin.

– A czy uśmiech mieszkańca czy chociażby jedno nowe miejsce pracy rekompensuje te „straty”?

– Tak i to bardzo. Bywają dni, kiedy jestem zmęczona, tak najzwyczajniej, po ludzku i nagle pojawia się sympatyczny wpis na facebooku, że ktoś coś dostrzegł, pochwalił.

– Czyli warto?

– Warto. Dam przykład sprzed kilku dni, który pewnie szczególnie zapamiętam. Co wtorek przyjmuję mieszkańców miasta, kilkanaście osób jednego dnia. W ciągu roku blisko 500 osób z różnymi, często bardzo trudnymi sprawami pojawiło się w gabinecie prezydenta miasta. W jeden z ostatnich wtorków zjawiła się u mnie osoba, która powiedziała: „Jestem u Pani, bo mówią, że Pani jest taka ludzka”. I to był chyba dla mnie największy komplement, jaki usłyszałam w ciągu ostatniego roku.

– Nie będę pytał, czego sprawa dotyczyła, ale udało się ją załatwić pozytywnie?

– Próbujemy pomóc. Sprawa nie jest prosta. Ale nie beznadziejna.

– Pytam czy się udało, aby można było powiedzieć, że prezydent Świdnicy nie jest tylko ludzka, ale i skuteczna.

– Też bym tak chciała, ale skuteczność ma swój wymiar. Dużo udało się nam zrobić w sprawach mieszkaniowych, które dla samorządów są jednymi z najtrudniejszych. Decydując się na szybkie remonty pustostanów, mogliśmy już blisko 50 rodzinom przydzielić nowe cztery kąty. Nie ukrywam, że szczególnie bliski mi jest los dzieci. W sytuacjach szczególnie trudnych, a są to np. matki z dziećmi, które musimy zabrać z rodziny przemocowej, które przebywają np. w hostelach albo gdzieś kątem u rodziny – czasem wygospodarujemy takie mieszkanie ekstra, poza kolejnością, bo nie mogę dopuścić do tego, żeby dzieci nie miały poczucia bezpieczeństwa w swoim małym, ale jednak swoim mieszkanku. Tu zaczęło się już dziać coś dobrego. Miarą naszej skuteczności jest również to, że w ciągu ostatniego roku skupiliśmy się na małych zadaniach typu chodnik, zatoka parkingowa, przystanek, przejście czy droga gruntowa, którą wyremontowaliśmy i zrobiliśmy z niej normalną drogę dojazdową do posesji. Wiele, wiele spraw, o które mieszkańcy postulowali przez 5, 8 czy 10 lat, które nie znajdowały zrozumienia w urzędzie, dzisiaj są robione. Poprawiamy komfort życia i usuwamy z naszego otoczenia to, co jest szczególnie dokuczliwe i szczególnie przeszkadza mieszkańcom.

– Najtrudniejsza decyzja prezydent Beaty Moskal-Słaniewskiej na przestrzeni ostatnich dwunastu miesięcy?

– Na pewno najtrudniejsze decyzje to te związane o zwolnieniu kogokolwiek z pracy.

– Była taka potrzeba?

Było kilka takich sytuacji – po bardzo głębokiej analizie takie decyzje podejmowałam.

-Skoro trzeba było zwolnić – rozumiem, że należało także przyjąć. Reasumując stan zatrudnienia zwiększył się, zmniejszył czy jest na tym samym poziomie, co za poprzedników?

– Jest dokładnie taki sam. W momencie, kiedy rezygnujemy z kogoś lub ktoś rezygnuje, bo na przykład zmienia miejsce pracy czy przechodzi na emeryturę, ogłaszamy otwarty nabór i w nich szukamy najlepszych specjalistów. Dla mnie najważniejsze są kompetencje, wiedza, pracowitość. Oczywiście ważne jest, żeby był to ktoś, kto odnajdzie się w zespole, ale podkreślam, że stawiam na kompetencję i wiedzę. Kilkanaście razy zdarzyło mi się podpisywać i zatwierdzać wyniki naboru nie widząc osoby, nie wiedząc kim jest, bo ufam swoim komisjom konkursowym, w skład których wchodzą fachowcy wybierający najlepszych kandydatów.

– Przed nami końcówka roku i nowe 12 miesięcy wyzwań. Wiem, że nie ma samorządu, który ma za dużo pieniędzy. Co będzie dla Pani priorytetem w kolejnych roku?

– Po pierwsze wykorzystanie w pełni pieniędzy unijnych, które będą do nas napływać z Aglomeracji Wałbrzyskiej. Spodziewamy się w roku 2016 kilku konkursów. Do tej pory nie mogliśmy występować o żadne środki unijne, bo po prostu nie było procedowania. Wiemy, że od stycznia zaczynają się różnego rodzaju postępowania. Występujemy o pieniądze na rewitalizację miasta, na tzw. niską emisję, a w tym mieści się np. rozbudowa ścieżek rowerowych, na budowę żłobka albo e-usługi, które chcemy rozwinąć w urzędzie. To duże pieniądze. Łącznie spodziewamy się uzyskać z Aglomeracji Wałbrzyskiej ok. 40 mln złotych. Żeby je pozyskać, musimy przygotować dobrą dokumentację i w dużej części jest to już gotowe. To jest jedna sfera. Druga – bardzo ważna – to dalsze kroki w polityce mieszkaniowej czyli kolejne remonty pustostanów, ale z drugiej strony budowa nowoczesnego energooszczędnego budownictwa socjalnego, gdzie chcę umieścić rodziny z dziećmi i rodziny młode, które są w trudnej sytuacji życiowej. Powiem wprost – bardzo często zjawiają się u mnie wychowankowie domów dziecka. Oni nie mają taty i mamy, którzy pomogą w kredycie, którzy kupią mieszkanie, którzy mają dobre warunki mieszkaniowe. Te osoby są pozostawione same sobie. Musimy im pomóc, stworzyć takie warunki, aby ich dzieci wychowywały się już inaczej. W przyszłym roku będę także nadal bardzo mocno wspierała i promowała działania w sferze edukacji i kultury. To, co się sprawdziło w tym mijającym roku, a mi dało wiele satysfakcji jest fakt, że często to nie my jako urząd, wymyślamy różnego rodzaju inicjatywy i imprezy. Oczywiście jest cały kalendarz tego, co realizujemy planowo, ale bardzo dużo osób i organizacji pozarządowych przychodziło do nas z pomysłem i prośbą o udostępnienie sali, niewielkie dofinansowanie czy ufundowanie nagród. Na wszystkie takie prośby odpowiadałam pozytywnie i dzięki temu ten kalendarz Świdnicy przez ostatni rok bardzo się wzbogacił.

– Czyli aktywność mieszkańców, organizacji…

– Jest ogromna.

– Dzieje się więcej?

– Zdecydowanie. Dzieje się więcej właśnie w sferze kultury. Przypomnę, że bardzo mocno postawiliśmy na seniorów. Na jeden z programów – Senior Wigor udało się pozyskać blisko 230 tysięcy złotych. Z drugiej strony uruchomiliśmy dwa osiedlowe kluby seniora, jeden w parafii na osiedlu Zarzecze, a drugi w filii biblioteki na Osiedlu Młodych i te kluby tętnią życiem. Przychodzi tam co tydzień czy nawet dwa razy w tygodniu po kilkadziesiąt osób i seniorzy robią tam fantastyczne rzeczy. Bawią się, uczą, organizują wycieczki. I tak ma być w roku 2016 roku.

– Gdyby miała Pani możliwość wymazania z ostatniego roku jednego dnia skorzystałaby Pani z tej możliwości? Nie pytam dlaczego, ale czy tak by Pani zrobiła? Czy wszystko się układało po Pani myśli?

– Nie, wszystko się układało. Jedna rzecz nam się nie udała. Ale to nie była kwestia konkretnego dnia, ale konkretnej rzeczy. Bardzo tego żałuję. To jest kwestia południowej obwodnicy Świdnicy.

– Mimo starań i chęci wszystkich…

– Tak. Ogromny wysiłek mieszkańców, zebraliśmy kilka tysięcy podpisów. Wydawało się, że jest dobra atmosfera, żeby tę inwestycję wpisać na listę zadań do realizacji i nie ukrywam, że niestety byłam rozczarowana, iż ta obwodnica nie znalazła się na rządowej liście.

– Rozumiem jednak, że się Pani nie poddała?

– Oczywiście będę walczyła o obwodnicę. Jestem już po rozmowach z posłami obecnej kadencji z Panem Michałem Dworczykiem z PiS-u i Panem Tomaszem Siemoniakiem z PO. Mam nadzieję, że nas wesprą, bo to nie jest kwestia polityczna. Obwodnica jest po prostu temu miastu potrzebna.

– Tym bardziej, że będzie nią jeździł poseł z PIS, PO, SLD czy każdego innego ugrupowania…

– Dokładnie. To jest potrzebne mieszkańcom. Rzeczywiście ruch samochodowy w Świdnicy w ciągu ostatnich lat bardzo się zwiększył i samochody ciężarowe, przejeżdżając drogą nr 35 są bardzo uciążliwe. Miasto zaczyna się korkować, ale to nie dotyczy tylko trasy 35. To dotyczy także drogi z Dzierżoniowa. Skarżą się mieszkańcy ulic Westerplatte, Wrocławskiej i innych. Ta obwodnica rozwiązałaby ten problem.

– Czyli przegraliśmy bitwę, a nie wojnę?

– Dokładnie tak. Nie składamy broni.

– Czy miasto pod rządami Beaty Moskal-Słaniewskiej to miasto przyszłości i rozwoju?

-Myślę, że tak. Świdniczanie mają energię do działania, a ja staram się robić wszystko, żeby to dobrze wykorzystać. Po drugie „buduję” miasto, w którym będzie się mieszkać komfortowo, bezpiecznie i w sprzyjającym otoczeniu. Kiedy weszłam do urzędu, to był okres porządków. Tych dosłownych, bo posprzątaliśmy gruntownie ulice i parki. Później był czas remontów. Chociażby na ul. Wałbrzyskiej, Sikorskiego i Emilii Plater. Te dwie pierwsze inwestycje obiecywane były od lat. Ktoś zarzuca, że to inwestycje poprzedników. No jakoś im się nie udało zdobyć na to pieniędzy, a mnie tak. Bardzo często spotykam się z przedstawicielami Generalnej Dyrekcji Dróg i Autostrad, Dolnośląskiej Służby Dróg i Kolei, bywam w Urzędzie Marszałkowskim, Urzędzie Wojewódzkim. Bez takich bezpośrednich kontaktów ciężko jest coś dobrego dla miasta wywalczyć. I staram się to robić przez cały czas i będę tak robić na pewno dalej.

10 grudnia 2015

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *