Aktualności

Rzecz o cnocie

Każdy z nas zna powiedzenie, o tym, że prawdziwa cnota krytyk się nie boi. Ale myślę, że słowa te można dziś zaliczyć do archaizmów, bo rzadko kto potrafi przełknąć nawet konstruktywną krytykę. Żyjemy w świecie przemądrzałych znawców każdego tematu, pysznych mądrali, którzy ślepo bronią swego nawet głupiego zdania. A co do cnoty, no cóż jej żywot w XXI wieku jest tak krótki, i tym bardziej wymyka się z pamięci.

W piątek na uroczystości z okazji jubileuszu zespołu „Krąg” dosyć groźnie zaczepił mnie jeden pan, któremu wydaje się, że rządzi naszym miastem, i który bardzo często jak rodwajler skacze do gardła swoim oponentom. Z czego jest znany i za co też zresztą słusznie jest nielubiany. Atak na moją osobę był podstępny, bo pan ten w pierwszym pytaniu badał moją wiedzę na temat życia współczesnego. Ni z gruszki, ni z pietruszki zadał mi pytanie czy jestem zorientowana, że kończący się rok dedykowany jest wielkiemu kompozytorowi i genialnemu pianiście Fryderykowi Chopinowi.

Gdy przeszłam pierwszy sprawdzian bez używania kół ratunkowych przeszywając moje ramię celując ostro w serce zagaił, czy słyszałam, że w Warszawie z tej okazji postawione zostały grające ławeczki. I tutaj zorientowałam się z niesmakiem, że pan w ten sposób zaczyna ze mną dyskusję na temat wywiadu, który przeprowadziłam z radnym Adamem Markiewiczem, któremu to zachciało się powalczyć o fotel prezydencki w Świdnicy stając się wrogiem owego pana i który śmiał krytykować ostatnie pomysły władz miasta. I ja, kulturalna osoba, zajmująca się sprawami kultury w naszej gazecie i często jeżdżąca do stolicy na kulturalne imprezy, przyznałam, że pierwszy raz słyszę o grających warszawskich ławeczkach, jak i innych muzycznych takowych wydumek na świecie, i ciągle – tu stawiając się w pozycji prowincjuszki – nie siedziałam na takowej. W wywiadzie przyznałam się do tego – i to był mój błąd.

Kolejne przyznanie się do tego faktu wzbudziło u owego pana wielkie obrzydzenie, a moje notowania zapewne upadły tak nisko jak akcje podczas giełdowej bessy. I teraz dobiję tego pana bezczelnym stwierdzeniem, bez opamiętania twierdząc, że nie takiego marzenia, a nawet zwykłej chęci, by na niej siedzieć. I choć po raz kolejny narażam się na to, co spotkało mnie podczas piątkowej uroczystości, gdy z oka mojego oponenta miotała nienawiść, wręcz wstręt do osoby, która nie ma chęci i nie widzi radości, by swoje szanowne cztery litery posadzić na grającej ławce – mówię głośno – grającym ławeczkom – NIE. A co? Może nie żyję w demokratycznym kraju?

7 listopada 2010

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *