Aktualności

Numer obozowy 87488

gross rosen– Przywieźli nas do obozu w bydlęcym wagonie i pędzili ze stacji bosych. Nie wiedziałem wtedy jeszcze, co to za miejsce. To, co zobaczyłem straszliwie mnie przeraziło – w rozmowie* z Krystyną Smerd wspomina Zygmunt Krogulski, więzień obozowy nr 87488 KL Gross-Rosen. Uroczystości upamiętniające 70. rocznicę wyzwolenia obozu zaplanowano 13 lutego.

 

– Przywieźli nas do obozu w bydlęcym wagonie i pędzili ze stacji bosych. Nie wiedziałem wtedy jeszcze, co to za miejsce. To, co zobaczyłem straszliwie mnie przeraziło – w rozmowie* z Krystyną Smerd wspomina Zygmunt Krogulski, więzień obozowy nr 87488 KL Gross-Rosen. Uroczystości upamiętniające 70. rocznicę wyzwolenia obozu zaplanowano 13 lutego.

Pierwsi żołnierze Armii Czerwonej wkroczyli na teren niemieckiego nazistowskiego obozu koncentracyjnego Gross-Rosen w Rogoźnicy koło Strzegomia 13 lutego 1945 roku. W obozie nie było już więźniów. W obawie przed zbliżającym się frontem, na przełomie stycznia i lutego zostali pospiesznie ewakuowani w głąb III Rzeszy. Tak zwane Marsze Śmierci były pochłonęły tysiące istnień. Wielu więźniów ewakuacji obozu nie przeżyło z powodu wycieńczenia, mrozu, głodu i bestialskiego traktowania przez hitlerowców.

Jak trafił Pan do obozu w Gross-Rosen?

Byłem partyzantem 16. Pułku Piechoty Ziemi Tarnowskiej – batalionu „Radomyśl”. Zmobilizowano nas do naszego leśnego oddziału w ramach słynnej akcji „Burza”. Chciałem walczyć z okupantem i walczyłem. We Słona niedaleko Zakliczyna, w której pojawiliśmy się, jako partyzanci mieszkało też sporo szwabów. Niedaleko zatrzymał się front. I ci folksdojcze nas prawdopodobnie zadenuncjowali. W walce zginął nasz dowódca, świętej pamięci porucznik Zbigniew Matula. To był jeden z „cichociemnych” – który dotarł na teren okupowanej Polski, jako skoczek spadochronowy. Jego zastępca też zginął w walce. Wspominam to, bo nikt o nich, poza mną, nie wspomni teraz, a przecież oddali swoje życie. Broniliśmy się zacięcie, ja dostałem od Niemca serię w kolano i lała się mi straszliwie krew z nogi. Trochę starszy ode mnie kolega – był postrzelony aż sześcioma kulami w biodro, ale przeżył. Niemcy bali się nas dobić na oczach ludzi ze wsi, dlatego trafiliśmy do więzienia na Montelupich w Krakowie. Potem z tym kolegą dzieliliśmy wspólny los i obaj trafiliśmy do KL „Gross-Rosen”. Miałem wtedy za sobą siedemnaście i pół roku życia. gross rosen

Pamiętam Pan dokładnie ten dzień?

Do „Gross-Rosen” trafiłem dokładnie 1 grudnia 1944 roku – wprost z krakowskiego więzienia na Montelupich. Przywieźli nas do obozu w bydlęcym wagonie. Pędzili ze stacji bosych. Nie wiedziałem wtedy jeszcze, co to za miejsce. To, co zobaczyłem straszliwie mnie przeraziło! Zorientowaliśmy się, po krótkim czasie naszego pobytu, że było tu, poza już przebywającymi więźniami, z 60 tysięcy ewakuowanych dodatkowo więźniów z Oświęcimia, dla których „Gross-Rosen” rozbudowywano.

W obozie był więc Pan kilka miesięcy…

Przebywałem w obozie do ewakuacji, która zaczęła się 6 lutego 1945 r.. Dwa razy nas wtedy na stację pędzili. Nie było wagonów, to nas zawracali. Zima, śnieg, mróz, straszliwe przeżycie! Trzymałem się blisko Antoniego Gładysza – starszego więźnia i mojego opiekuna, bo przecież nie mogłem samodzielnie chodzić z przestrzeloną nogą w kolanie – a on mnie podtrzymywał. W obozie pracowałem w baraku przy sortowaniu starych butów i szmat. Było to tzw. Komando Weberei, które znajdowało się naprzeciwko krematorium – obozowej tkalni przerabiającej włókno i skóry. Mieliśmy stamtąd dobry widok na to, co działo w obozie. Na własne oczy widziałem, jak Niemcy rozstrzeliwali radnych z Wrocławia i ich burmistrza, Za to, jak mówili między sobą więźniowie, że chcieli pertraktować z Ruskimi i poddać oblężone miasto. Widziałem jeszcze wiele innych straszliwych rzeczy. Piece obozowego krematorium – pamiętam, że wtedy pracowały bez przerwy. W noc i w dzień. Miejscem tym zarządzał osławiony palacz o imieniu Iwan. Widziałem, jak któregoś dnia przywieźli czterech francuskich generałów i Niemcy od razu ich rozstrzelali. Za takie popatrzenie w okno, gdyby Niemcy się zorientowali, można było zginąć. Zaczynała się jednak ewakuacja obozu i zrobiło się bezhołowie.

Jak ewakuacja wyglądała z Pańskiej perspektywy?

Zapakowali nas do węglarek i pięć dni wozili po okolicznych stacjach kolejowych. Nie wiedzieli, co dalej robić. Byliśmy w tych wagonach straszliwie stłoczeni. Ludzie umierali z głodu, wycieńczenia, pragnienia. By zdobyć choć kroplę wody, śnieg, jak tylko było można z do niego sięgnąć, zgarnialiśmy rękami z desek wagonu. To był najstraszliwszy moment mojej obozowej gehenny. Kto miał silniejsze zdrowie – zdążył to jeszcze wytrzymać. Martwych więźniów, wyrzucano z wagonów wprost na tory. W takich to dramatycznych warunkach dotarłem do Litomierzyc (obecnie Litomerice w Czechach). Tam spędzono nas do miejscowych do stajni. Nie było w nich już oczywiście koni, ale za to mnóstwo wszy. Natychmiast złapałem tam tyfus i straciłem przytomność. Wyleczył mnie z choroby pewien polski lekarz, którego nazwiska nie zapamiętałem. Dał mi jakiś wykradziony przez siebie zastrzyk. Widział, że jestem młody. Z Litomierzyc, gdzie nas wyzwolono dopiero 8 maja 1945 roku wracałem do kraju pieszo ponad miesiąc.

* Rozmowę przeprowadzono 2września 2012 roku w Rogoźnicy.

foto:

Robert Laskowski (Wojewódzki sztab Wojskowy w Katowicach)

 

Młodzież pozna Gross-Rosen

W Rogoźnicy, gdzie jest obecnie muzeum dawnego Obozu KL „Gross-Rosen” wydarzenia sprzed 70. lat przypomni zaplanowana na 13 lutego okolicznościowa sesja oświatowa dla młodzieży – informuje Grażyna Choptiany, pracownik naukowo-badawczy muzeum. Zostali na nią zaproszeni uczniowie kilku okolicznych szkół gimnazjalnych i ponadgimnazjalnych. Młodzież zwiedzi obóz i wysłucha wykładów. Barbara Sawicka, pracownik działu naukowo-badawczego wystąpi z prelekcją „Gross-Rosen styczeń, luty 1945 – ostatnie tygodnie funkcjonowania obozu” natomiast doktor Dorota Dsula z wykładem „Losy więźniów kompleksu Gross-Rosen po 10 lutego 1945.”

9 lutego 2015

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *