Kultura

Mysz kościelna

myszkoscielnaUkończyła Szkołę Pisania na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie, jest laureatką kilku konkursów literackich, w 2005 roku dostała akredytację doktorancką z literatury na uniwersytecie w Nowym Jorku. Sukces częściowo przypisuje Świdnicy – rodzinnemu miastu, do którego jakże często powraca w swoich tekstach.

Ukończyła Szkołę Pisania na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie, jest laureatką kilku konkursów literackich, w 2005 roku dostała akredytację doktorancką z literatury na uniwersytecie w Nowym Jorku. Sukces częściowo przypisuje Świdnicy – rodzinnemu miastu, do którego jakże często powraca w swoich tekstach.

myszkoscielnaNiedawno wydana „Mysz kościelna” Agaty Pastralskiej-Obarewicz jest jej drugą książką. Wcześniej autorka pisała wiersze, felietony, a nawet bajki. – To powieść dla ludzi otwartych na świat, lubiących życie. Bez uprzedzeń do drugiego człowieka, bez względu na rasę, kulturę, wyznanie. Ludzi pozbawionych dewoctwa, zaściankowości, mitów – mówi o książce. – Polecam ją każdemu, kto w jakikolwiek sposób doświadczył utraty osoby, która była bliżej niż blisko. No i oczywiście miłośnikom Dolnego Śląska, czerwonego wina i starych klasztorów – dodaje.

Przy pisaniu „Myszy kościelnej” autorka kierowała się przede wszystkim miłością do naszego województwa, ale także przyjaźnią z niezwykłą zakonnicą, wdową i kobietami, które poznała w różnych okresach życia. – Spełnione małżeństwo pozwala mi rozumieć pustkę, którą możemy odczuć nie spodziewając się, że jutra może nie być. A skoro dziś wspólne cokolwiek daje nam siłę, to śmierć najbliższej osoby daje nam…? No właśnie… każdemu z nas daje coś zupełnie innego. ,,Mysz kościelna” to tren. Pośmiertny tren, ale ma przesłanie i dotyka wielu ważnych tematów – opowiada autorka.

Pisanie jest dla niej sposobem na życie. Choć gatunki i tematyka, jaką się zajmuje, jest różna jak ona sama, twierdzi, że wszystko zależy od nastroju, powodu czy sytuacji. Przyznaje jednak, że zajmuje się nim w każdej wolnej chwili. – Czytam dużo, ale wciąż za mało. Bez książek mnie nie ma! Piszę w pracy, na urlopie, spotykając z ludźmi, prowadząc warsztaty dla kobiet też piszę – przyznaje. Sama nie potrafi jednak wytłumaczyć, dlaczego to robi. – Nie znam odpowiedzi. Kod mam widocznie wszyty pod skórę, kolebocze sercem i czaszką, więc tworzę! – mówi.

Świdniczanka w pisaniu kocha przestrzeń, bezkres i wolność! – To jest przygoda! Nie ustaję w drodze i obecnie kończę powieść w bieszczadzkich klimatach. Od września zacznę projekt w Irlandii. Dialog kultur. Dla Polskiego Wydawnictwa Naukowego przygotowuję charakterystykę dwóch bohaterek z czasu drugiej wojny światowej. Kobiety i ich niepowtarzalne historie to moja pasja – przyznaje.

Nasza „twórcza perełka” przebywa obecnie na Śląsku, mimo to myślami i sercem zawsze ckni się jej za Świdnicą. – Czasami mam wrażenie że wciąż tam jestem, ale przecież żyję w zupełnie innym mieście! Świdnica zawsze pozostanie we mnie, tęsknię za nią. Szczególnie kiedy Śląsk powala swoją aglomeracją, kominami, miasteczkami bez zabytków, rynków. Doceniam jej urodę jakże bardzo teraz, gdy widzieć ją mogę jedynie oczami duszy – mówi.

Marlena Mech

27 kwietnia 2010

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *