Aktualności, Polecamy, Świdnica

„Miasta powinny tonąć w zieleni”

Ogromne kontrowersje wzbudziła planowana wycinka drzew związana z rewitalizacją Parku Młodzieżowego. Dlatego postanowiliśmy pomóc obu stronom – miastu, które chce wykorzystać otrzymaną dotację oraz ekologom, których zdaniem planowana wycinka drzew jest za duża i nieprzemyślana. Według pierwszych założeń, pod topór miało trafić 25% drzew, co dawało ponad 700 sztuk. Podczas spotkania informacyjnego w UM urzędnicy poinformowali, że liczba ta będzie o połowę mniejsza.  Chcąc rozwiać wątpliwości zorganizowaliśmy debatę, na którą zaprosiliśmy specjalistów z Warszawy i Wrocławia. Osoby, które w swoim środowisku mają bardzo duży autorytet. Do organizacji debaty przyłączył się portal Swidnica24.pl. Niestety prezydent Świdnicy odrzuciła nasze zaproszenie.

Pół godziny po tym, jak osobiście dostarczyliśmy do Urzędu Miasta zaproszenie na debatę, do mediów trafił komunikat o spotkaniu informacyjnym w Urzędzie Stanu Cywilnego na temat miejskiej zieleni, w tym planowanej rewitalizacji Parku Młodzieżowego. Na spotkaniu Beata Moskal-Słaniewska jasno stwierdziła, że „nie widzi potrzeby uczestniczenia w dwóch debatach na ten sam temat” mimo, że zaproszony przez nią gość, dyrektor do spraw zieleni z Krakowa sam przyznał, że przed każdą rewitalizacją parku w ich mieście, a jest ich kilkanaście, odbywały się wieloetapowe spotkania z mieszkańcami. Pomimo kolejnych zaproszeń, wypływających od samych zainteresowanych tematem, Beata Moskal-Słaniewska, ani żaden z przedstawicieli ze strony miasta, nie wziął udziału w zorganizowanym przez nas spotkaniu. Szkoda, bo naszym zdaniem im więcej dyskusji w danej sprawie, tym mądrzejsze wnioski i krótsza droga do osiągnięcia kompromisu.

W naszej debacie uczestniczyli: dr inż. Edyta Rosłon-Szeryńska, Katedra Architektury Krajobrazu Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie, członek Federacji Arborystów Polskich, Jarema Andrzej Rabiński, rzeczoznawca Naczelnej Organizacji Technicznej, biegły sądowy, członek Federacji Arborystów Polskich, Paweł Gromek, certyfikowany inspektor drzew, miłośnik przyrody, inspirator debaty. Aby w pełni wykorzystać czas, który poświęcili na omówienie tematu nasi goście, na naszą prośbę miejsce nieobecnej Beaty Moskal-Słaniewskiej zajął Przemysław Bąbolewski, doktor habilitowany, inżynier, profesor nadzwyczajny Katedry Ogrodnictwa Uniwersytetu Przyrodniczego. Moderatorami spotkania byli: Agnieszka Szymkiewicz, redaktor naczelna portalu Swidnica24.pl oraz Rafał Pawłowski, redaktor naczelny „Wiadomości Świdnickich”.

Zaproszeni goście

Debata podzielona była na trzy bloki tematyczne: Park Centralny, Park Młodzieżowy i zieleń miejska. Głównym powodem jej zorganizowania był niepokój mieszkańców w sprawie ogromnej wycinki drzew w Parku Młodzieżowym, dlatego prezentujemy Państwu przede wszystkim drugą część debaty. Całą można obejrzeć na naszym fanpagu ws-24.pl.

Rafał Pawłowski: Miasto dementuje, że w Parku Młodzieżowym ma zostać poddane wycince ponad 700 drzew. Po spotkaniu informacyjnym, które miało miejsce w ubiegłym tygodniu [22 października] w Urzędzie Miejskim, dowiedzieliśmy się, że do usunięcia wytypowano trochę ponad 300 drzew. Nie mi oceniać, czy to jest dużo, czy mało – od tego chciałbym, abyśmy właśnie rozpoczęli debatę. Proszę, aby Państwo, jako eksperci, wyrazili swoją opinię. Czy faktycznie trzeba wycinać 300 drzew? Czy Waszym zdaniem wszystko, co powinno być robione w temacie wycinki zostało prawidłowo wykonane?

Paweł Gromek: Chciałbym coś sprostować. Słyszymy, że ma być wycięte tylko 304 drzewa, ale ja chciałbym przypomnieć, że Pani Prezydent w jednym z wywiadów powiedziała, że będzie wycięte w parku 25% drzew. 25% z 2400 drzew daje ponad 700 sztuk. Trzymajmy się faktów i tego, co zostało powiedziane.

Rafał Pawłowski: Ale z drugiej strony powiedziała, że nie będzie wyciętych 700 drzew, jeżeli już, ,to tylko 300 i taki wniosek został złożony do konserwatora zabytków. Dlatego ponawiam pytanie do Państwa, czy 300 to jest dalej dużo – za dużo, wystarczająca ilość czy może za mało?

Edyta Rosłon-Szeryńska: Ja myślę, że tutaj warto też nie mówić tylko o samych sztukach, bo liczba czasami nie jest istotna. Czasami 300 trzeba usunąć kiedy jest to zasadne, natomiast my musimy spojrzeć całościowo na ten problem i jego szczegóły. Na pewno, tak ogólnie, urbanistycznie rzecz biorąc, potencjałem jest to, że mamy w Świdnicy planty i że łączą one obiekty o bardzo zróżnicowanym charakterze i dobrze by było, żeby tak pozostało. Od tego wychodząc, ja, z punktu widzenia architekta krajobrazu, tez obiekt bym zróżnicowała w porównaniu do obiektów, które są już i częściowo, bądź w całości były już zrewitalizowane. Mamy ostatni obiekt o ogromnym potencjale, o pięknym drzewostanie w bardzo dobrym stanie zachowania, który można by było pozostawić w formie takiej półdzikiej. To nie jest obiekt naturalny, w żadnym wypadku, czyszczenia i prace pielęgnacyjne są realizowane. Tutaj, ta liczba, powinna być determinowana właśnie tym, co chcemy tam zrobić. Rozpatrywałam to pod kątem szczegółów, które były już zawarte w planie gospodarki. Pierwsze co widzimy, to że tam usuwa się wszystkie robinie akacjowe. To jest podstawowa zasada. Pamiętajmy, że robinie, jak też część innych drzew, są uznane za inwazyjne i z tego powodu właśnie te drzewa cierpią, ale w tym przypadku inwazyjności nie widać. Nie widać tam bardzo agresywnie podrostów robinii akacjowych – ona się nie rozsiewa w takiej ilości, aby zagłuszała inne drzewa. Są młode drzewa, młode siewki innych gatunków: klonów, nawet grabów, a więc ona [robinia] miałaby szanse zagłuszać inne drzewa, ale tego nie robi. Co widać, to że robinia pełni tam funkcję osłonową, ona osłania cenne drzewa od uciążliwości ulicy, bo z reguły wyrasta tam, gdzie ma słońce. To jest światłożądne drzewo. Po drugie jest rośliną motylkową, a więc wiąże azot, użyźnia glebę jak żadne inne drzewo. Powoduje, że zarówno runo parkowe jest tam bogatsze, jak też zasilane są drzewa sąsiadujące. Mamy przepiękne cisy, które są w doskonałej kondycji, a są to stare okazy. Robinie mają również walory przyrodnicze – są siedliskiem zwierząt, m.in. nietoperzy, bo mają specyficzną korę. Ewidentnie jest to dla mnie nadużycie, kiedy bezmyślnie wszystkie drzewa tego gatunku się usuwa. Kolejna sprawa – usuwa się wszystkie drzewa martwe, obumierające pod pojęciem cięć sanitarnych. Parki leśne, bo taki charakter ten obiekt ma, powinny mieć martwe drzewa.

Agnieszka Szymkiewicz: A co z bezpieczeństwem ludzi?

Edyta Rosłon-Szeryńska: Właśnie. W Ameryce na przykład, podczas inwentaryzacji, wykonuje się diagnozę statyki tych drzew i prowadzi się ścieżki tam, gdzie nie ma drzew zagrażających bezpieczeństwu. Wykonania ścieżek nie należy robić w oparciu o istniejący ład, a w oparciu o analizy. Pozostawia się części dzikie z ograniczonym dostępem, a o charakterze tylko edukacyjnym. Można przecież wprowadzić tablice informacyjne, można uczyć dzieci, młodzież i społeczeństwo o przyrodzie, bo mamy tam cudowny grąd z pięknymi geofitami, czyli runem, roślinami kwitnącymi.

Agnieszka Szymkiewicz: Podczas spotkania w urzędzie pojawiał się m.in. taki argument, że ten park wymaga takiej rewitalizacji ze względu na to, że nie ma podszytu, że trzeba wprowadzić nowe rośliny, a młodym roślinom trzeba dać przestrzeń do tego, żeby się rozwijała, bo w tej chwili bardzo zwarte są korony drzew.

Edyta Rosłon-Szeryńska: Jest to niezrozumienie pojęcia parku leśnego, bo tutaj mamy typowy park grądowy, w którym rosną drzewa, które powodują, ze runo jest tylko w okresie bezlistnym. To runo jest przepiękne. To może być tylko jeden taki dzień w roku, a w tym przypadku mamy wiosnę, która może przyciągać całe tłumy ze względu na kwitnące zawilce, ziarnopłony, wiele różnych pięknych, kwitnących, naszych rodzimym roślin. One były niedawno pod częściową ochroną, ale niestety ta ochrona została już zniesiona. Mamy tu runo, mamy zimozielone bluszcze, które świetnie sobie radzą, bo rosną nawet w zacienieniu. Przerzedzanie tego degraduje park. Nie można parku leśnego prześwietlać i wprowadzać innych roślin, bo pod tymi drzewami nie urosną żadne inne rośliny.

Agnieszka Szymkiewicz: A co z argumentem, że ten park za kilkadziesiąt lat umrze?

Edyta Rosłon-Szeryńska: To jest właśnie kolejna rzecz, jaką chciałam powiedzieć. Jakie rośliny się usuwa. Tutaj w dwóch inwentaryzacjach podkreślono, co jest bardzo szkodliwe i niezgodne z praktyką konserwatorską nawet, czyli usuwanie wszystkich samosiewów. Absolutnie w ten sposób się nie robi, bo praktyka konserwatorska, ta aktywna, mówi nam, że my musimy spojrzeć na te samosiewy jako na zastępców. Rośliny już istniejące mają dużo lepsze rokowanie na przeżycie. Jeśli one już urosły, teraz, mając kilkadziesiąt lat czy kilkanaście, są w bardzo dobrym stanie, to ich szansa na przeżycie jest dużo większa niż posadzonych roślin w nowym miejscu. To jest duże ryzyko, że one się nie przyjmą. I tutaj [w Parku Młodzieżowym] jest bardzo dużo podrostów, pięknych, bardzo prawidłowo ukształtowanych, o równych pniach. Jest to absolutnie nieuzasadnione, aby dokonywać tej wycinki bez analizy, które drzewo może stanowić kolejne pokolenie.

Agnieszka Szymkiewicz: Czyli to nie jest kwestia sztuk [ilości], a kwestia jakości i zasadności tej wycinki.

Edyta Rosłon-Szeryńska: I szerokich analiz terenu. Tutaj musi być analiza przyrodnicza. Martwe drzewa – dlaczego nie należy ich usuwać? One są siedliskiem dzikich zwierząt. Z tego co wiemy, nie wykonywano analizy obecności nietoperzy czy analizy ornitologicznej.

Jarema Andrzej Rabiński: Ja chciałem zwrócić jeszcze uwagę, że jakikolwiek rzeczoznawca, specjalista, jeżeli dokonuje jakichkolwiek wypowiedzi, to dokonuje wypowiedzi opisowych. Opisuje stan drzewa i wtedy może dokonywać wypowiedzi ocennych „drzewo należy wyciąć”, „drzewo stanowi zagrożenie bezpieczeństwa”. Dla mnie rzeczą niezrozumiała jest, że znajduje się w obrocie prawnym dokumentacja, gdzie mamy dokonaną nie tyle inwentaryzację, choć ona się tak nazywa, nie mamy opisu stanu drzew, a jest podjęta decyzja „wyciąć”. Nie można nawet zweryfikować, jakimi kryteriami kieruje się ekspert w momencie, kiedy podejmuje on decyzję, a nie przedstawia absolutnie żadnego materiału udowadniającego, czyli w rozumieniu formalno-prawnym – materiału dowodowego, który pozwolił rozpoznać co się dzieje. Jaki to ma skutek – art. 77 § 1 KPA stanowi, że: „Organ administracji publicznej jest obowiązany w sposób wyczerpujący zebrać i rozpatrzyć cały materiał dowodowy”. Jak można rozpoznać materiał dowodowy, którego nie ma? A taka dokumentacja jest wysyłana [przez Urząd Miejski w Świdnicy] do rozpoznania przez Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków.

Agnieszka Szymkiewicz: Jak już jesteśmy przy Wojewódzkim Konserwatorze Zabytków, pojawiła się również taka opinia, że to mieszkańcy, wspierani przez ekologów, powstrzymają przeprowadzenie tej rewitalizacji i doprowadzą do utraty pieniędzy właśnie „czepiając się” tego, stopując i wysyłając swoje zastrzeżenia do konserwatora zabytków, który, jak wiemy, ma również wiedzę z zakresu dendrologii. Czy warto, Państwa zdaniem, nawet stracić te pieniądze – to jest 7 mln złotych – z szansą na wiele lat na przeprowadzenie rewitalizacji, niż zrobić ją ze szkodą dla parku?

Przemysław Bąbolewski: W żadnym wypadku nie jesteśmy tu po to, żeby cofnąć tę dotację. Absolutnie. Za te 7 mln może być tak ten park odtworzony, może być przepiękny, z pozostawieniem tego drzewostanu, który tam jest. Było mówione, że będzie 700 drzew do wycinki, teraz Pani Prezydent mówi, że 300 drzew. Nad każdym drzewem powinna przejść komisja i dokładnie i szczegółowo zastanowić się czy jest sens to drzewo wyciąć. Państwo wspominają, że nie ma dokumentacji. Rzeczywiście w tej inwentaryzacji dendrologicznej drzewostanu, nie zadrzewienia, nie ma w uwagach nic wspomniane. Jeżeli usuwamy, to trzeba wspomnieć z jakiego powodu usuwamy. Czy ma jakąś wadę, czy stanowi zagrożenie, czy może kompozycyjnie nie odpowiada.

Rafał Pawłowski: Paweł, Wy razem z Amadeuszem dyskutowaliście [podczas spotkania w Urzędzie Miejskim] z twórcami opracowań. Dyskutowaliście na temat różnic. Chciałem Was, Ciebie, jako ekologów, jako osoby, które najwięcej czasu poświęciły chodząc po tych parkach i oglądając każde drzewo zapytać, czy w Waszej ocenie jest potrzebna jeszcze trzecia inwentaryzacja? Czy już możemy już przyjąć drugą z nich jako obowiązującą?

Paweł Gromek: W żadnym wypadku. Moim zdaniem powinien zostać powołany zespół, który przejdzie i obejrzy wszystkie te drzewa. I to nie tylko pod kątem bezpieczeństwa, ale pod kątem entomologicznym, chiropterologicznym i ornitologicznym. Ja bym to widział tak – jeżeli miasto dostaje tak gigantyczną dotację na park, to ten park powinien być wzorcowo wykonany. Tak, żebyśmy się mogli w całej Polsce pochwalić, że mamy park o charakterze leśnym kilkaset metrów od Rynku.

Rafał Pawłowski: To może wyjaśnijcie jeszcze Państwo czym jest charakter leśny.

Edyta Rosłon-Szeryńska: Z reguły jest to adoptowany las.

Rafał Pawłowski: Mogący mieć rację bytu w mieście?

Edyta Rosłon-Szeryńska: Jak najbardziej tak.

Agnieszka Szymkiewicz: Nawet taki nieduży?

Edyta Rosłon-Szeryńska: On jest bardzo duży, ma 12 ha. To jest już duży obiekt zwłaszcza, że jest rozbudowany, jest podłużny. Są zachowane ciągi, korytarze ekologiczne, zwierzęta mogą migrować przez szereg parków. Odnosząc się do problemu związanego z rewitalizacją, czy robić, czy nie – należy robić to rozważnie. Pamiętajmy co znaczy rewitalizować. Rewitalizacja to nadanie życia czemuś, co zostało zdegradowane. Dla mnie zasadniczym pytaniem jest, czy ten park jest zdegradowany? Ja, pod względem przyrodniczym widzę, że ten park nie jest zdegradowany i nie wymaga rewitalizacja. Ja bym tam nie tknęła ani jednego drzewa, a wszystkie bym zachowała. Ja widzę tutaj jeden problem – wszystko toczy się wokół tych nieszczęsnych drzew i tutaj rewitalizacja to jest głównie ta wycinka i ewentualnie monitoring czy ponownie oświetlenie, które może będzie znów w nadmiarze i ścieżki. W momencie, kiedy wykonujemy rewitalizacje, musimy zrobić analizy co szwankuje i co jest nie tak, później próbować to poprawić, a następnie opracować współczynniki ewaluacji. Przecież po zrewitalizowaniu my musimy udowodnić, że nowe funkcje wzbogaciły ten obiekt. Ja uważam, że jeżeli mamy coś zrobić gorzej, to nie róbmy tego wcale. To jest moje zdanie. W kontekście tego konkretnego miejsca [Parku Młodzieżowego] można by rzeczywiście pewne strefy wzbogacić i zainwestować w nie więcej. Można by nawet zrobić wycinkę, zwrócić uwagę na drzewa, zrobić zabiegi pielęgnacyjne i chodzi mi głównie o południową część, od cmentarza do wieży. W tym obszarze można rzeczywiście bardziej wprowadził to [działania] i wykonać to, ale mądrze i, niestety, od nowa.

Rafał Pawłowski: Czy konsultacje społeczne z mieszkańcami to jest dobry obyczaj czy obowiązek? Czy Waszym zdaniem jedne w zupełności wystarczą, czy, tak jak mówił zaproszony na spotkanie informacyjne do Urzędu Miejskiego dyrektor do spraw zieleni z Krakowa, w przypadku rewitalizacji parku prowadzili nawet trzy-czterotorowe konsultacje.

Jarema Andrzej Rabiński: Jeżeli Pan pozwoli, wrócę do pytania czy to mieszkańcy zatrzymali to postępowanie [dofinansowanie]. Przypomnijmy sobie, że w Polsce obowiązują przepisy prawne, zarówno mieszkańców, jak i urzędników. Art. 83c §2 KPA ma takie brzmienie: „W przypadku stwierdzenia, że usunięcie drzewa lub krzewu spowoduje naruszenie zakazów w stosunku do gatunków chronionych, postępowanie zawiesza się do czasu przedłożenia zezwolenia na czynności podlegające zakazom w stosunku do tych gatunków”. I teraz: jeżeli w ciągu 6-godzinnej wycieczki z przedstawicielami grupy lokalnej miłośników drzew stwierdziliśmy, że wśród drzew przeznaczonych do wycinki, tych 304, są na nich gniazda ptasie, a idzie wniosek o wycinkę drzew, z tego co mówi jasno przepis, według mnie Wojewódzki Konserwator Zabytków ma obowiązek obligatoryjnego zawieszenia postępowania do czasu przedłożenia zezwolenia na czynności w stosunku do gatunków chronionych. Gdyby jakikolwiek urzędnik Pani Prezydent wziął tę dokumentację i poświęcił jej 6 godzin, tak jak my wczoraj, plus aparat fotograficzny, to ustaliłby to samo. Być może już na dzisiaj miałby wymagane zezwolenie w stosunku do gatunków chronionych. Ale to nie wszystko. Co sobie jeszcze zafundowali tutejsi urzędnicy i specjaliści od tychże parków, którzy twierdzą, że jest wszystko dobrze? Podstawą wniosku [przesłanego do Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków] o wycinkę drzewa jest inwentaryzacja drzewostanu. Natomiast zadrzewienie może mieć charakter drzewostanu, ale w rozumieniu czysto formalno-prawnym mamy do czynienia z zadrzewieniem. Czym jest zadrzewienie? Ustawodawca pisze w ten sposób z mocy art. 5 pkt. 27 Ustawa o Ochronie Przyrody: „Zadrzewienie – pojedyncze drzewa, krzewy albo ich skupiska niebędące lasem w rozumieniu ustawy z dnia 28 września 1991 r. o lasach (Dz. U. z 2017r. poz.788 oraz z 2018 r. poz.650 i 651) lub plantacją, wraz z terenem, na którym występują, i pozostałymi składnikami szaty roślinnej tego terenu”. Czyli drzewostan mamy na obszarze leśnym, ale poza lasem i poza plantacją mamy definicję zadrzewienia. Dalej, jakie są skutki prawne pomylenia pojęcia zadrzewienie z drzewostanem? Dla zadrzewienia – definicja legalna opracowana w tym dokumencie – wydawana jest decyzja o usunięciu drzew, o co wystąpiono do konserwatora, ale w sprawie drzewostanu, a nie zadrzewienia. Natomiast w przypadku drzewostanu wydaje się zupełnie inne decyzje, bo zgodę na przeznaczenie gruntów rolnych i leśnych na cele nieleśne lub decyzja zezwalająca na wyłączenie gruntów z produkcji leśnej. Czyli mamy inny organ właściwy do wydawania zezwoleń i wydajemy inne zezwolenia. Co najciekawsze – w przypadku zadrzewienia rzeczywiście wykonujemy inwentaryzację, natomiast czy specjaliści Pani Prezydent zapomnieli, że dla drzewostanu opracujemy opis taksacyjny, czyli w ogóle inny rodzaj dokumentacji projektowej? W rozumieniu formalno-prawnym organ, który dostał tę dokumentację, musi sprawdzić, czy ewidencja gruntów przewiduje, że mamy tam las – wtedy konserwator nie będzie organem właściwym do wydawania zezwolenia, czy też nie mamy tam lasu – a wtedy ktoś pisząc, że występuje drzewostan i przygotowując taką dokumentację poświadczył nieprawdę wywołującą skutki prawne. Zadajmy pytanie, co musi zrobić urzędnik, który dostał dokumentację mówiącą o drzewostanie tam, gdzie z mocy przepisów rośne zadrzewienie? O tym mówi wprost art. 64 §2 KPA: „Jeżeli podanie nie spełnia innych wymagań ustalonych w przepisach prawa, należy wezwać wnoszącego do usunięcia braków w wyznaczonym terminie, nie krótszym niż siedem dni, z pouczeniem, że nieusunięcie tych braków spowoduje pozostawienie podania bez rozpoznania.” To też urzędnik Pani Prezydent, jak dostał złą dokumentację, powinien jej autora wezwać do jej poprawienia. Bardzo jestem ciekawy, co z tym fantem teraz zrobi Wojewódzki Konserwator Zabytków, bo jeżeli będzie rozpoznawał sprawę w oparciu o dokument zwany inwentaryzacją drzewostanu, to Federacja Arborystów Polskich wniesie odwołanie od tej decyzji, a każda decyzja, która jest wydana w sposób nielegalny, na podstawie nieprawidłowego materiału dowodowego, sądzę, nie będzie w obrocie prawnym, a na pewno się nie uprawomocni, bo wniesienie odwołania powoduje, że tej decyzji nie ma. Czyli proces inwestycyjny zatrzymali nie mieszkańcy, a pracownicy Pani Prezydent.

Rafał Pawłowski: Ponawiając i uzupełniając pytanie, czy Waszym zdaniem nie zabrakło konsultacji i to już nie tylko z mieszkańcami, ale i konsultacji ze specjalistami? Zwykłej rozmowy? Bo Prezydent podczas spotkania informacyjnego sama przyznała, że w związku z krótkim okresem na realizację tego projektu, miała mało czasu.

Paweł Gromek: To jest obowiązek, to jest obligatoryjne aby były prowadzone konsultacje społeczne. Nie tylko z mieszkańcami, ale również ze specjalistami. Mamy specjalistów, nawet u nas w mieście. Mamy Wrocław, miasto akademickie, mamy profesorów, doktorów. Możemy konsultować, robić piękne rzeczy, tylko trzeba chcieć. Teraz mówimy, że mamy mało czasu. Ja bym chciał tylko jedną rzecz przypomnieć, że pierwszy i drugi kwartał, według planu miasta, to był czas na załatwianie tych wszystkich formalności do rewitalizacji tego parku. Teraz mamy czwarty kwartał.

Edyta Rosłon-Szeryńska: I trzeba jeszcze raz powiedzieć, że to ma być rewitalizacja, a nie degradacja.

Paweł Gromek: Pani Prezydent powinna jak najszybciej zadzwonić do Pana Jaremy i się z nim spotkać.

Rafał Pawłowski: Drodzy Państwo, spróbujmy zatem podsumować dyskusję i wyciągnąć wnioski. Co najlepiej zrobić, aby z jednej strony ten park nie stracił swojego uroku, z drugiej – nie przepadła potężna dotacja, po trzecie, jak podkreślił Pan Jarema, aby wszystko było zgodne z prawem i nikt nam kiedyś nie zarzucił, że jedna, czy druga strona popełniła błąd?

Agnieszka Szymkiewicz: I jeszcze jedno – aby byli zadowoleni ci mieszkańcy, którzy bardzo głośno podnosili swój głos na temat tego, że oni chcą tam chodzić, odpoczywać, spacerować z dziećmi.

Przemysław Bąbolewski: Pierwsze co, to trzeba zrobić to dogłębne konsultacje społeczne. Jestem w radzie Parku Krasińskiego we Wrocławiu i cokolwiek tam jest podjęte do zrobienia, jest konsultowane ze społeczeństwem. Cokolwiek, nawet najmniejsze nasadzenia, wycinki, czy nawet pielęgnacja w tej chwili. My doprowadziliśmy do tego, że w tym parku kosimy tylko dwa razy do roku, a nawet są miejsca, w których w ogóle nie kosimy. Nie wygrabiamy liści. To wszystko jest uzgodnione społecznie. Są ludzie zainteresowani, mają oczekiwania, co chcieliby w tym parku robić, jak wypoczywać. A ta dokumentacja [dotycząca Parku Młodzieżowego], to tak faktycznie tej dokumentacji nie ma, bo ona jest zrobiona niezgodnie z prawem.

Edyta Rosłon-Szeryńska: Na pewno trzeba jednak wrócić do analiz. Zebrać to, co mamy, sprawdzić czego brakuje i w trybie pilnym, posiadając tak duże środki, zebrać fundusz na analizy, bo od tego tak naprawdę zależy sukces. Jeśli już mamy ingerować bardzo mocno to tak, jak mówiłam, możemy zmieścić się w konkretnych strefach z tym intensywnym programem. Wówczas każdy będzie zadowolony, bo park będzie miał i strefy dzikie.

Paweł Gromek: Mamy rok. Teraz trzeba zebrać siły, trzeba zrobić wszystko, aby było to zrealizowane prawidłowo. Miasto musi skonsultować się z mieszkańcami. Trzeba zacząć traktować ludzi poważnie.

Przemysław Bąbolewski: Odnoszę wrażenie, że w Świdnicy nie ma fachowców od zieleni. Jeżeli ktoś przyjmuje taką dokumentację i kieruje ją później do Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków, to jest ewidentnym niedoukiem. Jest to osoba, która nie ma pojęcia, jaką dokumentację potwierdziła.

Paweł Gromek: Proszę też spojrzeć na całą zieleń przyuliczną, na wszystkie drzewa, które przez lata były ogławiane.

Edyta Rosłon-Szeryńska: Konsultacje społeczne, analizy, a dopiero później, jak już mamy koncepcję opracowaną na podstawie rzetelnie zebranej dokumentacji, działania.

Jarema Andrzej Rabiński: Pracowałem długie lata u Wojewódzkiego Konserwatora Przyrody. Mój świętej pamięci szef, jeden z najlepszych przyrodników w Polsce, zawsze tłumaczył, że jeżeli mamy jakiś teren, to jego największą wartością są drzewa, które na nim rosną, a dokładniej – starodrzew. Nie te młode. Jeżeli mamy 7 mln złotych, to ja, wydając te pieniądze, a wielokrotnie uruchamiałem pieniądze na pielęgnowanie tego typu obszarów, najpierw bym je wydał na to, żeby uratować, a więc prawidłowo pielęgnować egzemplarze najstarsze i najcenniejsze. Tu jest chyba jakimś ogromnym niezrozumieniem Pani Prezydent, że dla niej nieważne są drzewa, tylko ważne jest oświetlenie, ścieżka i wycinka. Nie. Najpierw powinniśmy te pieniądze przeznaczyć na pielęgnowanie najcenniejszych dóbr przyrody. Byliśmy dzisiaj u konserwatora zabytków, który powiedział, że władze mają zgodę konserwatora na wykonywanie prac pielęgnacyjnych. To nie jest tak, ze ktoś tu kogoś wstrzymuje. Można te pieniądze dzisiaj przeznaczać na to, co na tym terenie jest najcenniejsze, czyli na ochronę.

Agnieszka Szymkiewicz: Czy jeżeli na tym etapie, oczekując na przygotowanie w sposób właściwy dokumentacji, nie przeprowadzałoby się wycinki, czy Pana zdaniem to nie hamuje całego procesu?

Jarema Andrzej Rabiński: Trzeba sprawdzić na co jest dotacja. Paweł, przeczytaj proszę, aby wszyscy mieszkańcy usłyszeli, na co jest dotacja. Bo ja mam wrażenie, że nie wszyscy rozumieją. Przedstawiciele Fundacji [obecni na spotkaniu informacyjnym oraz debacie] zadawali trzykrotnie Pani Prezydent pytanie, na co są przeznaczone pieniądze, które ma otrzymać miasto.

Paweł Gromek: Program operacyjny Infrastruktura i środowisko, Oś II, Ochrona środowiska, w tym adaptacja do zmian klimatu.

Jarema Andrzej Rabiński: Adaptacja do zmian klimatu. To jest ten absurd.

Paweł Gromek: Ale to nie koniec. Działanie 2.5: Poprawa jakości środowiska miejskiego, typ projektu: Rozwój terenów zieleni w miastach i obszarach funkcjonalnych. Wycinką w żaden sposób nie poprawiamy aspektów przyrodniczych ani środowiskowych.

Rafał Pawłowski: Ale przecież będzie nasadzać.

Edyta Rosłon-Szeryńska: Ale my mamy już drzew dużo. Po co my mamy je usuwać, żeby wsadzić w ich miejsce następne. To idzie raczej w stronę interesów i nakręcania gospodarki.

Paweł Gromek: Popatrzmy na Park Centralny. Gdzie i które tam się te aspekty poprawiły? One się nie poprawiły, one się tam wręcz pogorszyły.

Rafał Pawłowski: Czy Pan się z tym zgodzi, Panie Profesorze?

Przemysław Bąbolewski: My wszyscy się tutaj z tym zgodzimy. W obecnych czasach miasta powinny tonąć w zieleni.

Edyta Rosłon-Szeryńska: W drzewach, w dużej zieleni.

3 listopada 2019

ONE COMMENT ON THIS POST To “„Miasta powinny tonąć w zieleni””

  1. Lalala pisze:

    Pan prof. miał na myśli Radę Parku Grabiszyńskiego. Parku Krasińskiego nawet nie ma we Wrocławiu 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *